Europa Środkowo-Wschodnia zyskuje na znaczeniu w nowej rzeczywistości geopolitycznej. Region może to wykorzystać gospodarczo

0

Wschodnia flanka stała się jednym z kluczowych obszarów NATO. Europa Środkowo-Wschodnia może wykorzystać swoje rosnące znaczenie także do przyciągania nowych inwestycji. Poza stabilnością i bezpieczeństwem potrzebne są do tego także m.in. tania energia, nowoczesna infrastruktura i wykwalifikowani pracownicy – wskazuje Zygmunt Berdychowski z Forum Ekonomicznego w Karpaczu. O roli regionu w nowym układzie geopolitycznym i gospodarczym będą rozmawiać uczestnicy tegorocznego forum, organizowanego pod hasłem „Architektura nowego porządku – stabilność w czasach zmian”.

 Po rozszerzeniu NATO dokonała się wewnątrz tej struktury rewolucja. Dzisiaj Europa Środkowa jest istotną częścią Sojuszu, jednym z kluczowych obszarów obecności NATO nie tylko w Europie, ale i na świecie. Jest jednym z kluczowych partnerów do rozmowy o konkretnych projektach i przedsięwzięciach, które trzeba realizować, aby zwiększyć bezpieczeństwo całej Europy – mówi agencji Newseria Zygmunt Berdychowski, przewodniczący Rady Programowej Forum Ekonomicznego w Karpaczu.

Jak podaje NATO, w ciągu ostatniej dekady Sojusz znacząco wzmocnił odstraszanie i obronę na wschodniej flance – od Oceanu Arktycznego po Morze Czarne. Wysunięte Siły Lądowe NATO obejmują obecnie dziewięć wielonarodowych grup bojowych rozmieszczonych w Bułgarii, Estonii, Finlandii, na Węgrzech, Łotwie, Litwie, w Polsce, Rumunii i Słowacji. Sojusz wskazuje również, że opracował najbardziej kompleksowe plany obronne od zakończenia zimnej wojny.

We wrześniu 2025 roku NATO uruchomiło Eastern Sentry – wielodomenową operację wzmacniającą ochronę całej wschodniej flanki. Od stycznia 2025 roku na Morzu Bałtyckim prowadzona jest również misja Baltic Sentry, której celem jest zwiększenie ochrony krytycznej infrastruktury podmorskiej.

– Niezależnie od tego, czy ta przyszłość będzie bardziej, czy mniej optymistyczna, i o jakich scenariuszach będziemy rozmawiać, nie ulega wątpliwości, że Europa Środkowa i Wschodnia po zakończeniu wojny w Ukrainie będzie odgrywała w NATO kluczową rolę. Z dwóch powodów: pierwszy to sąsiedztwo z Rosją, drugi to zapewnienie tej części Europy bezpieczeństwa i poczucia stabilizacji, pewności, że nie wydarzy się nic nadzwyczajnego i że kraje Europy Środkowej i Ukraina ustabilizują wschodnią granicę NATO – mówi Zygmunt Berdychowski.

Poczucie stabilizacji w regionie jest istotne również z gospodarczego punktu widzenia, ale zdaniem eksperta na jego atrakcyjność inwestycyjną będzie wpływać szereg innych czynników.

 Kapitał inwestycyjny będzie napływał do Europy Środkowej, w tym do Polski, tylko wtedy, kiedy będzie miał korzystne warunki, czyli kiedy po pierwsze będzie mniej różnego rodzaju ograniczeń i regulacji. Po drugie, kiedy infrastrukturalnie będziemy bardzo atrakcyjną lokalizacją, czyli na przykład będzie tania energia i dostęp do wody, bo gdy rozmawiamy o nowych inwestycjach, najczęściej mamy na myśli inwestycje w AI – podkreśla Zygmunt Berdychowski.

Komisja Europejska w raporcie krajowym z czerwca 2026 roku wskazała, że hurtowe ceny energii elektrycznej w Polsce w ubiegłym roku wynosiły średnio 105 euro/MWh i były dziewiątymi najwyższymi w UE, wobec średniej unijnej na poziomie 85 euro/MWh. Komisja zwraca uwagę, że ponadprzeciętne ceny energii i relatywnie wysokie obciążenia podatkowe energii elektrycznej utrudniają elektryfikację przemysłu. W I połowie 2025 roku duże przedsiębiorstwa płaciły za energię elektryczną 3,1 razy więcej niż za gaz.

Znaczenie dostępu do energii będzie rosło wraz z rozwojem inwestycji związanych ze sztuczną inteligencją. Polskie Sieci Elektroenergetyczne wskazują, że rozwój AI i usług chmurowych sprawia, że centra danych są jedną z najszybciej rosnących grup odbiorców energii elektrycznej. W planie rozwoju sieci na lata 2027–2036 PSE przy wyznaczaniu potencjalnych lokalizacji nowych centrów danych uwzględniają m.in. dostęp do odpowiedniej infrastruktury energetycznej i telekomunikacyjnej oraz wykwalifikowanej kadry.

– Dla inwestycji równie ważne są pozostałe elementy: wysoko wykwalifikowana kadra inżynierska, dobrze funkcjonujący model opieki zdrowotnej i pracownicy przygotowani do tego, żeby w tych potencjalnych inwestycjach mogli funkcjonować. Musi być nowoczesna infrastruktura, czyli drogi, koleje, szybkość przemieszczania się, i oczywiście stabilizacja warunków formalnych funkcjonowania inwestycji w przyszłości. Prawo nie może się zmieniać zbyt często i nie może istotnie zmieniać warunków prowadzenia działalności – wymienia przewodniczący Rady Programowej Forum Ekonomicznego w Karpaczu.

Na bariery utrudniające inwestowanie w Polsce wskazuje także Komisja Europejska w swoich rekomendacjach dla polskiej polityki gospodarczej. Przytaczane tam dane z EIB Investment Survey 2025 wskazują, że 71 proc. działających w Polsce firm uważa regulacje dotyczące działalności gospodarczej za przeszkodę dla inwestycji. 19 proc. przedsiębiorstw deklaruje, że co najmniej 10 proc. pracowników zajmuje się wymogami regulacyjnymi (wobec średnio 11 proc. w UE). Komisja zwraca również uwagę na niedobory kompetencji cyfrowych oraz niski udział studentów i absolwentów kierunków ścisłych, technologicznych, inżynieryjnych i matematycznych (STEM).

Zdaniem Zygmunta Berdychowskiego silniejszą ofertę dla inwestorów państwa Europy Środkowo-Wschodniej mogą budować wspólnie, łącząc potencjał swoich rynków, infrastruktury i zasobów kadrowych.

– Większy rynek, który ma 60, 70 czy 80 mln konsumentów, zawsze ma lepszą pozycję przetargową w różnego rodzaju rozmowach i jego postulaty będą bardzo poważnie analizowane. Dlatego ważna jest każda współpraca, w ramach której wspólnie występujemy wobec inwestorów, rozwiązujemy problemy komunikacyjne, kolejowe czy drogowe, tworzymy dobre warunki dla młodzieży, studentów i absolwentów, i utrzymujemy stały dialog między różnymi środowiskami, np. samorządami, szpitalami czy organizacjami pozarządowymi – przekonuje ekspert.

Między innymi o możliwościach współpracy państw regionu i roli Europy Środkowo-Wschodniej w UE i NATO będą rozmawiać uczestnicy XXXV Forum Ekonomicznego, które odbędzie się 8–10 września 2026 roku w Karpaczu. Tegoroczna edycja będzie organizowana pod hasłem „Architektura nowego porządku – stabilność w czasach zmian”. Wśród głównych tematów znajdą się zmiany w międzynarodowym układzie sił, bezpieczeństwo i współpraca w ramach NATO i Unii Europejskiej, a także bezpieczeństwo energetyczne, odporność gospodarek oraz rozwój sztucznej inteligencji i cyberbezpieczeństwa.

– Za każdym razem, kiedy przygotowujemy kolejne edycje Forum Ekonomicznego, zabiegamy o to, żeby rozmowa w Karpaczu miała pozytywny wpływ na rozwój współpracy w tym regionie Europy. Chcemy być jednymi z kreatorów tej współpracy, instytucją, która nieprzerwanie działa na rzecz poszerzenia kontaktów biznesowych, społecznych i politycznych. To daje szansę na tworzenie nowej jakości w kontaktach z inwestorami i pokazywanie wszystkim, którzy zastanawiają się, gdzie inwestować w Europie, że to jest właśnie najlepsze miejsce do inwestycji – podkreśla Zygmunt Berdychowski.

Organizatorzy XXXV Forum Ekonomicznego w Karpaczu spodziewają się ponad 6 tys. gości z około 60 krajów. Program obejmuje ponad 500 wydarzeń, a dyskusje będą prowadzone w ośmiu głównych obszarach tematycznych, wśród których znalazły się m.in. gospodarka, polityka międzynarodowa i bezpieczeństwo, AI Forum oraz Forum Cyberbezpieczeństwa. Agencja Newseria jest partnerem medialnym wydarzenia.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/europa-srodkowowschodnia,p2051221071

Bałtyk powoli umiera przez ścieki i nawozy. Ratunek wymaga działań w całej Polsce

0

Bałtyk należy do mórz najbardziej dotkniętych eutrofizacją, czyli przeżyźnieniem spowodowanym nadmierną zawartością fosforu i azotu. Choć dopływ tych substancji do akwenu w ostatnich dekadach wyraźnie się zmniejszył, stan ekosystemu nadal jest zły. Jego poprawa będzie wymagała dalszego ograniczania zanieczyszczeń, które pochodzą głównie z rolnictwa i gospodarki ściekowej.

Mówiąc bardzo prostym językiem, eutrofizacja to przeżyźnienie substancjami takimi jak fosfor i azot, naukowo nazywanymi biogenami. Te substancje są potrzebne do wegetacji, wzrostu roślinności, dlatego stosowane jako nawozy na polach, żeby roślinność lepiej rosła. Przy opadach deszczu spływają z wodą do rzek i tym systemem wodnym docierają do Bałtyku – mówi agencji Newseria Marcin Kotlarek, prezes Fundacji Race for the Baltic.

Drugie istotne źródło zanieczyszczeń azotem i fosforem to ścieki, przede wszystkim nieszczelne szamba. Tym sposobem glony i sinice dostają „nawóz” i rosną na potęgę.

W wodzie następuje zakwit glonów i sinic, w wyniku którego opadają na dno, rozkładają się i w tym procesie konsumują tlen. W związku z tym powstają strefy beztlenowe, co oznacza, że tam, gdzie opadną, nie ma życia. Powstają martwe strefy – wyjaśnia Marcin Kotlarek.

Szacuje się, że 94 proc. powierzchni Morza Bałtyckiego dotknięte jest eutrofizacją. W tym akwenie znajduje się siedem na 10 największych martwych stref na świecie. Stanowią one niemal 20 proc. jego powierzchni.

– Kiedy spojrzymy na mapę z lat 60., jedynie ok. 10 tys. km2 objęte było eutrofizacją i martwymi strefami. Dziś, gdy popatrzymy na mapy z zeszłego roku, to już jest 70 tys. km2. To jest praktycznie dwa razy powierzchnia Danii – podkreśla prezes Fundacji Race for the Baltic.

Morze Bałtyckie wyróżnia się mieszanką słonej i słodkiej wody. Jego niskie zasolenie wynika z dużego napływu słodkiej wody z 250 rzek, w tym ośmiu wielkich. Do tego dochodzi minimalna wymiana słonej wody z Morzem Północnym. Pełna wymiana wody w Bałtyku trwa ok. 30 lat. Problemem jest nie tylko niskie zasolenie, ale też niewielka głębokość morza. Średnia głębokość Bałtyku wynosi 52 m. Dla porównania Morze Śródziemne jest głębokie na ok. 1450 m.

Naukowcy wyznaczyli maksymalne ilości zanieczyszczeń, które mogą naturalnie dopływać do Bałtyku, po których będzie w stanie sam się naprawiać. Niestety wraz ze zmianami klimatycznymi, z następującym ociepleniem powietrza i podwyższeniem temperatury wody, ta linia cały czas się oddala. Maksymalna ilość dopuszczalna tego dopływu, wyznaczona kiedyś przy trochę chłodniejszym klimacie i wodzie, jest już za duża. Zatem jest to walka z czasem i ze zmianami klimatycznymi – tłumaczy Marcin Kotlarek.

Z raportu HELCOM wynika, że w latach 1995–2022 Polska zmniejszyła całkowity dopływ azotu do wszystkich podbasenów Bałtyku o 9–32 proc. Osiągnęła wymagany limit dopływu azotu dla wszystkich podbasenów poza Bałtykiem Właściwym, gdzie potrzebna jest jeszcze redukcja o 19 proc. W przypadku fosforu Polska ograniczyła jego dopływ do tego podbasenu o 28 proc. Nadal pozostaje on jednak znacznie powyżej ustalonego limitu. W całym Bałtyku w tym okresie znormalizowany całkowity dopływ azotu zmniejszył się o 11 proc., a fosforu o 32 proc.

Możemy sobie wyobrazić Bałtyk jako wannę, do której przez dziesiątki lat spływało bardzo dużo zanieczyszczonej wody. Nawet jeżeli teraz udaje nam się ograniczyć dopływ zanieczyszczeń, to odpowiedź tego ekosystemu jest w dłuższym terminie – wskazuje ekspert.

Jak podkreśla, eutrofizacja nie jest problem tylko Bałtyku, ale również polskich rzek i jezior. Ponad 3/4 z nich to wody eutroficzne, z nadmierną ilością fosforu i azotu.

Wody do Bałtyku trafiają w 80 proc. z Odry i Wisły, w 20 proc. z mniejszych rzek przymorza, typu Łeba czy Parsęta. Natomiast 98 proc. terenu Polski to jest zlewnia Morza Bałtyckiego. W związku z tym nawozy naturalne, które ciekną do gleby i wód w Wielkopolsce, na koniec trafiają do Warty, ta do Odry, która z kolei spływa do Morza Bałtyckiego. Podobnie ścieki z szamba z województwa podlaskiego trafiają do systemu rzecznego, który trafia do Wisły i do Morza Bałtyckiego – wyjaśnia Marcin Kotlarek.

Jak podkreśla, to pokazuje, że do zahamowania procesu eutrofizacji morza wymagane jest działanie na lądzie, często setki kilometrów od wybrzeża. Takie inicjatywy chce promować Fundacja Race for the Baltic, która stworzyła projekt „Bałtyk zaczyna się na lądzie”. Jego pierwszą odsłoną jest ogólnopolska kampania edukacyjna „Widzisz sinice?”.

Często jest tak, że nad morze jeździmy raz w roku, spędzamy tam tydzień lub dwa, i mamy tam do czynienia z zakwitem sinic. Jesteśmy źli na lokalną turystykę, samorządy, hotele. Natomiast tak naprawdę przyjeżdżając z centrum, południa czy każdego innego regionu Polski, to my na co dzień przyczyniamy się do tego, że plaże są zamknięte. To, co robimy w całej Polsce, która jest zlewnią Bałtyku, ma wpływ na to, co rzekami do niego trafia – podkreśla prezes Fundacji Race for the Baltic. – Ważne, żebyśmy wszyscy rozumieli związek między tym, co jest w morzu, a tym, co na co dzień robimy, jak gospodarujemy ściekami czy nawozami naturalnymi w firmach.

Celem fundacji jest doprowadzenie do redukcji dopływu fosforu o 500 ton do 2030 roku. 

– Pracujemy nad tym, żeby, po pierwsze, zredukować dopływ zanieczyszczeń z rolnictwa, ścieków i portów, w których następują przeładunki na przykład nawozów sztucznych, zbóż, towarów masowych – jeżeli nie są odpowiednio zabezpieczone, powodują zakwit glonów i sinic. Można pracować z rolnikami, samorządami, portami i firmami produkcyjnymi. To jest proces długotrwały, ponieważ proste rozwiązania, czyli inwestycje w duże oczyszczalnie ścieków, są już za nami – zaznacza Marcin Kotlarek.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/baltyk-powoli-umiera,p55777953

Geopolityczny zwrot Unii Europejskiej w stronę Azji. Bezpieczeństwo obu regionów jest dziś ściśle powiązane

0

Kraje Azji Wschodniej, w szczególności Japonia, Korea Południowa i Tajwan, mogą się stać kluczowymi partnerami dla Unii Europejskiej w obszarze obronności. Stabilność obu regionów w obecnej sytuacji geopolitycznej jest ze sobą ściśle powiązana – wynika z przygotowanych zaleceń Parlamentu Europejskiego w sprawie relacji z regionem Indo-Pacyfiku. Ma to związek m.in. z coraz ściślejszą współpracą Rosji z Chinami i Koreą Północną oraz pogarszającą się sytuacją bezpieczeństwa w obu regionach. W opinii europosła Adama Bielana, który był sprawozdawcą tego dokumentu, Polska również powinna zacieśniać więzi z azjatyckimi partnerami.

– Żyjemy w bardzo niespokojnych czasach, w których państwa podobnie myślące, jak to jest zawarte w moim raporcie, takie jak Japonia, Korea Południowa czy Tajwan, powinny jak najściślej współpracować – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Adam Bielan, poseł do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości.

W „Zaleceniach ws. zmieniającej się sytuacji geopolitycznej w Azji Wschodniej i potrzeby ściślejszej współpracy z partnerami o podobnych poglądach w regionie”, przygotowanych w PE dla Rady UE, Komisji Europejskiej i Wysokiego Przedstawiciela Unii do Spraw Zagranicznych i Polityki Bezpieczeństwa, podkreślono, że zarówno Unia Europejska, jak i region Indo-Pacyfiku są bezpośrednio dotknięte nielegalną, pełnoskalową inwazją Rosji na Ukrainę oraz wsparciem ze strony państw trzecich, takich jak Chiny i Korea Północna, które umożliwiają rosyjską agresję.

– Rosja staje się problemem nie tylko w Europie, ale również w Azji. Dla takich krajów jak Korea Południowa czy w szczególności Japonia coraz mniej przewidywalna polityka rosyjska jest wyzwaniem. Japończycy też zmagają się z problemem zakłóceń w dostawach surowców energetycznych w związku z wojną na Bliskim Wschodzie, więc mamy bardzo wiele wspólnych interesów – uważa europoseł, sprawozdawca zaleceń w Komisji Spraw Zagranicznych.

W dokumencie podkreślono także, że bezpieczeństwo obu regionów w dużej mierze jest uzależnione od Stanów Zjednoczonych. W związku z nieprzewidywalną polityką administracji Donalda Trumpa, czasem dotykającą także najbliższych sojuszników, istnieje potrzeba dywersyfikacji partnerstwa z innymi podmiotami, by wzmocnić odporność i wspólne interesy w zakresie bezpieczeństwa.

– Konflikt w Ukrainie pokazuje, jak bardzo sytuacja w innych częściach globu wpływa na bezpieczeństwo europejskie. Jednym z największych dostawców uzbrojenia dla Rosji jest Korea Północna, która stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa krajów azjatyckich, więc tutaj ścisła współpraca między krajami NATO z jednej strony a krajami podobnie myślącymi w Azji, jak Japonia czy Korea Południowa, jest niezbędna – ocenia Adam Bielan.

Parlament rekomenduje także, by Unia Europejska była bardziej aktywnym uczestnikiem bezpieczeństwa w regionie Indo-Pacyfiku. W zaleceniach mowa jest o potrzebie rozwijania wspólnych projektów w zakresie m.in. przemysłu obronnego, transferu technologii, cyberbezpieczeństwa czy ochrony infrastruktury krytycznej.

W kwietniu br. japoński rząd zdecydował o złagodzeniu zakazu eksportu uzbrojenia. Eksport jest jednak ograniczony do krajów, które zawarły umowy międzynarodowe nakazujące jej wykorzystanie zgodne z Kartą Narodów Zjednoczonych. Należą do nich m.in. USA, Wielka Brytania, Francja, Niemcy, Szwecja czy też Włochy.

– W Japonii zachodzą bardzo szybkie zmiany polityczne po objęciu władzy przez nową premier i zdobyciu przez nią większości konstytucyjnej. Znoszony jest zakaz eksportu broni, co jest bardzo ciekawą wiadomością dla naszego przemysłu zbrojeniowego, ponieważ Japończycy posiadają bardzo wiele supernowoczesnych technologii, które możemy wykorzystać w ramach współpracy – mówi polityk PiS.

– Japonia jest bardzo dobrym partnerem do współpracy z Unią Europejską. Bardzo się cieszę, że otwiera możliwość sprzedaży sprzętu wojskowego do innych krajów. Zdaje się, że państwo, które po doświadczeniach II wojny światowej pozostawało neutralne, zyskuje świadomość, że obszar przemysłu zbrojeniowego i zabezpieczenia swojej granicy jest bardzo istotny – podkreśla Elżbieta Łukacijewska, posłanka do Parlamentu Europejskiego z Koalicji Obywatelskiej.

Do tej pory z Japonii można było eksportować wyłącznie sprzęt i technologie należące do jednej z pięciu wyznaczonych kategorii, tj. ratownictwa, transportu, nadzoru, obserwacji i trałowania min. Jak podkreśliła premierka Sanae Takaichi w swoim przemówieniu z kwietnia br., decyzja o łagodzeniu zakazu wiąże się z tym, że w dzisiejszych, coraz trudniejszych warunkach dla bezpieczeństwa żaden kraj nie jest w stanie samodzielnie zapewnić sobie bezpieczeństwa. Jak dodała, japoński sprzęt i technologie zostały opracowane w ramach polityki zorientowanej na obronę i służą wyłącznie celom obronnym, a nie atakowaniu innych krajów. Kraje partnerskie liczą na współpracę z Japonią pod tym kątem, co ma się długoterminowo przyczyniać do zapobiegania konfliktom.

– Japonia mocnym głosem wspiera Ukrainę, z czego się bardzo cieszymy. To jest bardzo rzetelny partner. Gdy się na coś z nim umówimy, to dotrzymuje założeń umowy – podkreśla europosłanka. – Unia Europejska i Japonia mają podpisane porozumienia w obszarze szeroko pojętej wymiany gospodarczej, więc obszarów współpracy jest bardzo wiele. Dla nas, zarówno Polaków, jak i Europejczyków, japońska solidność i marka też mają duże znaczenie. Nowe technologie również.

Umowa o partnerstwie gospodarczym między Unią Europejską a Japonią weszła w życie 1 lutego 2019 roku. Na jej mocy m.in. zostały usunięte cła i inne bariery handlowe. W 2023 roku podpisano z kolei porozumienie o transgranicznym przepływie danych, a w listopadzie 2024 roku na linii UE–Japonia podpisano umowę o partnerstwie w dziedzinie bezpieczeństwa i obrony, w tym również bezpieczeństwa morskiego, zagrożeń cybernetycznych i hybrydowych.

– Jednocześnie liczymy na współpracę w zakresie małych elektrowni jądrowych. GE Hitachi, japoński koncern, ma w tym obszarze unikalną technologię. Mamy więc bardzo wiele pól do zacieśnienia współpracy. Mam nadzieję, że najbliższe miesiące tak będą wyglądać – podkreśla Adam Bielan.

W lutym br. japońsko-amerykańska spółka GE Vernova Hitachi Nuclear Energy podpisała umowę z Orlen Synthos Green Energy, która dotyczyła opracowania polskiego projektu reaktora generycznego BWRX-300 dostosowanego do krajowych przepisów, norm bezpieczeństwa i warunków środowiskowych. Jak podkreślił resort energii, to ważny krok w kierunku budowy polskiej floty reaktorów SMR.

Ważnym partnerem technologicznym jest dla Europy również Tajwan. Szczególnie istotna jest współpraca w sektorach zaawansowanych technologii, elektromobilności i nowoczesnego przemysłu, np. półprzewodników.

Tajwan jest sporym inwestorem w naszym kraju i ten proces powinien być kontynuowany. Jest on też obecny w wielu krajach europejskich. Polska jednocześnie podtrzymuje swoją politykę jednych Chin, więc współpraca na forum technologicznym, na poziomie handlowym nie powinna zakłócać naszych dobrych relacji z Chinami – uważa Adam Bielan.

Z danych Trade.gov.pl wynika, że w 2025 roku wartość wymiany handlowej między Polską a Tajwanem osiągnęła rekordowy poziom 2,54 mld dol., co oznacza wzrost o 22 proc. r/r. Do Polski trafiają przede wszystkim półprzewodniki, komponenty elektroniczne, ekrany LCD oraz samochody i części motoryzacyjne. W naszym kraju działa ponad 40 firm z tajwańskim kapitałem, które stworzyły ok. 3 tys. miejsc pracy. Łączna wartość ich inwestycji szacowana jest na ok. 100 mln dol.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/geopolityczny-zwrot-unii,p1146141268

Wykształcenie wyższe i doświadczenie zawodowe coraz słabiej przekładają się na zarobki. Wpływają na to demografia i technologia

0

Dyplom szkoły wyższej i staż pracy dają mniejszą przewagę płacową niż 20 lat temu – wynika z analizy badaczek z Uniwersytetu Łódzkiego. Na ten spadek wpływ miały m.in. rosnąca liczba absolwentów szkół wyższych i zmiany demograficzne, ale także dynamiczny wzrost płacy minimalnej, za którym nie podążyły pozostałe wynagrodzenia na rynku. Badanie wskazuje, że malejące znaczenie edukacji i doświadczenia sugeruje, że tradycyjne miary kapitału ludzkiego tracą na znaczeniu.

– Nasze badania pokazują, że w ciągu ostatnich 20 lat premia za wykształcenie wyższe spadła o kilka–kilkanaście procent, w zależności od badanej grupy. Generalnie tendencja jest malejąca – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria dr hab. Aleksandra Majchrowska, prof. UŁ, adiunkt w Katedrze Makroekonomii Uniwersytetu Łódzkiego. 

Analiza przedstawiona podczas VI Kongresu Statystyki Polskiej wykazała, że średnia stopa zwrotu z edukacji obniżyła się z 17,2 proc. w 2004 roku do 15,5 proc. w 2024 roku. Spadek był szczególnie wyraźny wśród kobiet. W 2018 roku nastąpiło odwrócenie relacji płciowych – od tego momentu kobiety zaczęły osiągać niższe zwroty z edukacji niż mężczyźni. Również w przypadku premii za doświadczenie zawodowe kobiety odczuły silniejszy spadek.

– Wyniki pokazują, że wzajemna zastępowalność kobiet na rynku pracy jest zdecydowanie wyższa niż mężczyzn. To może być po części tłumaczone tym, że mężczyźni mają różny profil kwalifikacji, częściej wybierają kierunki techniczne, a ich kwalifikacje zawodowe są trudniejsze do zastąpienia przez inną osobę. Kobiety, które kończą kierunki ekonomiczne, również kierunki „miękkie”, mają podobny profil i tym samym z punktu widzenia rynku pracy są bardziej do siebie podobne i możliwe do zastąpienia – zaznacza badaczka w Katedrze Makroekonomii UŁ.

Analiza według poziomów wykształcenia pokazuje, że choć najwyższe premie dotyczą wykształcenia wyższego, to obserwowany jest ich spadek. Jednocześnie relatywnie wyższe pozostają zwroty z edukacji zawodowej w porównaniu z ogólną na poziomie średnim.

W naszym badaniu próbowaliśmy odpowiedzieć na pytanie, z czego wynikał obserwowany spadek premii za wyższe wykształcenie. Wnioski pokazują, że są dwa czynniki. Pierwszym jest zmiana relatywnej podaży pracy osób z wyższym wykształceniem. W ciągu ostatnich 20 lat na rynek pracy weszło bardzo dużo absolwentów szkół wyższych, w szczególności w grupie kobiet. Wzrosła relatywna podaż pracy osób z wykształceniem wyższym w stosunku do podaży pracy osób z wykształceniem średnim – wyjaśnia prof. Aleksandra Majchrowska.

Drugim czynnikiem wyjaśniającym spadek premii za wykształcenie są zmiany demograficzne.

– W powiązaniu ze zmianami strukturalnymi, komputeryzacją i standaryzacją zajęć powodują one, że pracownicy z danym poziomem wykształcenia stają się bardziej wzajemnie zastępowalni. Przykładowo młoda osoba jest prawie doskonałym substytutem osoby z pięcio-, dziesięcio- czy dwudziestoletnim doświadczeniem zawodowym – tłumaczy badaczka z Uniwersytetu Łódzkiego.

Premia za doświadczenie zawodowe między 2004 a 2024 rokiem zmniejszyła się z 16,1 proc. do 11,2 proc.

– Doświadczenie zawodowe przestaje mieć znaczenie. Kiedyś osoby z piętnasto-, dwudziestoletnim dostawały za nie premię. W tym momencie ze względu na standaryzację zadań wykonywanych w pracy ta premia ulega zmniejszeniu – podkreśla Aleksandra Majchrowska.

Wskazuje na jeszcze jeden istotny czynnik, który wpływa na średnią stopę zwrotu z edukacji i doświadczenia zawodowego, czyli na płacę minimalną. Na przestrzeni ostatnich 22 lat jej wysokość znacząco wzrosła. W 2004 roku wynosiła 824 zł brutto miesięczne, w 2020 roku – 2,6 tys. zł, a obecnie – nieco ponad 4,8 tys. zł.

Płaca minimalna ma ogromne znaczenie. Płace osób z wykształceniem średnim i wyższym nie nadążały, nie rosły w tym samym tempie. To spowodowało bardzo silne spłaszczenie rozkładu wynagrodzeń w Polsce – tłumaczy ekspertka. – Dane GUS dotyczące rozkładu wynagrodzeń pokazują, że obecnie 70 proc. osób zatrudnionych zarabia niewięcej niż dwukrotność płacy minimalnej. Kiedyś osoba z wykształceniem wyższym zarabiała trzy- lub czterokrotność płacy minimalnej. Silny wzrost płacy minimalnej i wolniejsze tempo wzrostu płac osób z wykształceniem wyższym spowodowały, że teraz jest dwu- albo dwuipółkrotność.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/wyksztalcenie-wyzsze-i,p98018137

Firmy przygotowują się do nowych wymogów cyberbezpieczeństwa. Brak schematu certyfikacji oraz weryfikacja dostawców wśród najważniejszych wyzwań

0

Po wejściu w życie ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa (KSC) podmioty kluczowe i ważne przygotowują się do nowych obowiązków. Mają na to czas do 3 kwietnia 2027 roku, ale przedstawiciele Orange Polska wskazują, że szczególnie weryfikacja dostawców usług i sprzętu może wymagać dodatkowego czasu. Postulują także wprowadzenie systemu certyfikacji na wzór ISO, który ułatwiałby organizacjom ocenę zgodności z nowymi przepisami, a także rozszerzenie weryfikacji pracowników zajmujących się cyberbezpieczeństwem.

– Ustawa o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa to regulacja, która stawia przed podmiotami wiele wyzwań, szczególnie przed podmiotami infrastruktury krytycznej, takimi jak Orange Polska. Możemy mówić zarówno o kwestii zgodności wdrożenia ustawy z wymogami ustawodawcy, o aspektach formalno-praktycznych, jak np. zakres weryfikacji kandydatów do pracy przy systemie zarządzania bezpieczeństwem informacji,  jak i o tym, jak dalece powinniśmy sprawdzać dostawców i w jakim czasie powinniśmy to zrobić. Ustawa nakłada różnorakie obowiązki, a ich realizacja to proces trudny i wymaga przeorganizowania wielu obszarów, żeby mogło to zadziałać – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Sławomir Chmielewski, dyrektor bezpieczeństwa i compliance w Orange Polska. – To są nowe rzeczy i bardzo istotne jest, żeby były wdrożone prawidłowo, ale też żeby organizacja podołała, bo obciążenie jest duże.

Nowelizacja ustawy o KSC, która wdraża do polskiego prawa unijną dyrektywę NIS 2, weszła w życie 3 kwietnia br. Nowe przepisy nakładają na podmioty kluczowe i ważne obowiązki w zakresie stosowania odpowiednich środków technicznych, operacyjnych i organizacyjnych w celu zapewnienia bezpieczeństwa sieci i systemów teleinformatycznych. Od 13 kwietnia do 6 maja br. minister cyfryzacji wprowadził do wykazu podmiotów kluczowych i podmiotów ważnych KSC z urzędu dotychczasowych operatorów usług kluczowych, dostawców usług zaufania, przedsiębiorców telekomunikacyjnych i podmioty publiczne. Podmioty, które nie zostały objęte wpisem z urzędu, muszą go dokonać samodzielnie do 3 października br. 

– Ustawa jest bardzo obszernym dokumentem i reguluje wiele obszarów. Z naszego punktu widzenia certyfikacja na wzór ISO jest więc bardzo dobrym pomysłem. Byłaby dla nas istotną wskazówką, dzięki której wiedzielibyśmy, jak poszczególne punkty czy rozdziały ustawy należy adresować w dużej korporacji. Tego typu certyfikat – odpowiednio sprawdzony i zaudytowany – dawałby gwarancję dla naszych partnerów i klientów co do tego, że jesteśmy zgodni z przepisami prawa – podkreśla dyrektor bezpieczeństwa i compliance w Orange Polska.

Ministerstwo Cyfryzacji przygotowało projekt zestawienia norm i standardów, których stosowanie będzie wspierać realizację nowych obowiązków, w szczególności dotyczących obowiązków związanych z Systemem Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji (SZBI). Ma ono ułatwić podmiotom identyfikację standardów dotyczących poszczególnych obszarów funkcjonowania systemu, w tym m.in. bezpieczeństwa systemów, zarządzania ryzykiem, ciągłości działania czy też łańcucha dostaw. Ma to być jednak zestawienie o charakterze pomocniczym i informacyjnym, a nie źródło obowiązującego prawa.  

Do 3 kwietnia 2027 roku podmioty kluczowe i ważne muszą wdrożyć obowiązki wynikające z nowych przepisów. Chodzi przede wszystkim o przygotowanie i wdrożenie SZBI, zgłaszanie incydentów do zespołów CSIRT, zarządzanie incydentami oraz wyznaczanie osób odpowiedzialnych za utrzymywanie kontaktów z podmiotami KSC.

– W aspekcie weryfikacji łańcucha dostaw, czyli tego, od kogo zamawiamy poszczególne komponenty usług lub sprzętu, konieczne jest wydłużenie terminu vacatio legis o 12 miesięcy. To dałoby nam większe prawdopodobieństwo dobrego sprawdzenia dostawców – postuluje Sławomir Chmielewski.

Kolejny postulat dotyczy obowiązku weryfikacji personelu, który będzie wykonywał zadania związane z cyberbezpieczeństwem, pod kątem niekaralności za przestępstwa przeciwko ochronie informacji. Na to również podmioty objęte ustawą mają czas do 3 kwietnia 2027 roku.

– Ważnym elementem jest to, jak weryfikujemy pracowników, którzy będą pracować przy systemie zarządzania bezpieczeństwem informacji lub rozpatrywać incydenty bezpieczeństwa informacji – uważa ekspert. – Ustawa zrobiła pierwszy krok, ale naszym zdaniem powinno to być sformułowane szerzej.

W świetle ustawy zadań związanych z cyberbezpieczeństwem nie mogą wykonywać osoby skazane za przestępstwa przeciwko ochronie informacji, w tym takich jak ujawnienie informacji niejawnych lub służbowych, nielegalne uzyskanie informacji, ich niszczenie czy też zakłócanie sieci i systemów.

– Uważamy, że kandydat powinien być weryfikowany również pod kątem przestępstw takich jak terroryzm albo szpiegostwo, ponieważ dostęp do informacji automatycznie może kusić do tego typu działań – zaznacza dyrektor bezpieczeństwa i compliance w Orange Polska. – Kolejnym elementem jest to, aby kandydat mógł być sprawdzany pod kątem konfliktu interesów, czy nie jest powiązany z podmiotami czy państwami, z którymi nie chcielibyśmy, żeby był powiązany. Ważne jest też badanie jego rezydentury cyfrowej. Kandydat może mówić o tym, że pracuje z danego kraju, tymczasem wiemy, że cyfrowo można to zorganizować tak, że pracuje z innego.

Zdaniem eksperta taka weryfikacja nie powinna być jednorazowa, ale cykliczna, przeprowadzana przykładowo co dwa lata. Jak podkreśla, ten postulat pojawiał się w trakcie dyskusji na konferencji Urzędu Ochrony Danych Osobowych na temat nowych przepisów NIS 2 i KSC.

Padały też postulaty na temat uproszczenia współpracy pomiędzy organami państwowymi a podmiotami prywatnymi, jeśli chodzi o zgłaszanie incydentów bezpieczeństwa i wiele innych. Mam nadzieję, że przekuje się to również w konkretny legislacyjny materiał – mówi Sławomir Chmielewski.

Ustawa zakłada, że do 3 kwietnia 2028 roku podmioty kluczowe, które nie były wcześniej operatorami usług kluczowych, mają obowiązek przeprowadzić pierwszy zewnętrzny audyt bezpieczeństwa swojego systemu informacyjnego. Takie audyty muszą być powtarzane co najmniej raz na trzy lata, a raporty z ich przebiegu – trafiać do odpowiednich organów. Od 3 kwietnia 2028 roku organy właściwe do spraw cyberbezpieczeństwa (dla telekomunikacji jest to UKE) będą mogły nakładać kary pieniężne za nieprzestrzeganie obowiązków.

– Świadomość firm na temat obowiązków wynikających z ustawy jest bardzo różna. W dużej mierze zależy to od tego, czy firma miała wcześniej do czynienia z infrastrukturą krytyczną, czy jest podmiotem infrastruktury krytycznej, i od tego, jaka jest jej dojrzałość. Niezależnie od świadomości i poziomu dojrzałości tak duża zmiana legislacyjna i jej wdrożenie wymagają czasu. Domyślam się, że firmy, dla których jest to novum, potrzebują jeszcze więcej czasu – uważa dyrektor bezpieczeństwa i compliance w Orange Polska.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/firmy-przygotowuja-sie,p518410038

S. Uznański-Wiśniewski: W sektorze kosmicznym brakuje kadr. Pomóc może nowe centrum technologiczne ESA

0

Polska coraz mocniej zaznacza swoją obecność w sektorze kosmicznym. Rosnące zaangażowanie w programy Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA) i międzynarodowa współpraca otwierają przed branżą nowe możliwości. Wyzwaniami pozostają rozwój kompetencji technicznych i kształcenie kadr. Zdaniem polskiego astronauty dr. inż. Sławosza Uznańskiego-Wiśniewskiego ważnym impulsem może być planowane utworzenie Centrum Technologicznego ESA w Polsce.

– Rynek kosmiczny dzisiaj jest dosyć dobrze dofinansowany, bo jest więcej instrumentów finansowych. Nasze zobowiązanie w Europejskiej Agencji Kosmicznej, która jest agencją budującą technologię kosmiczną Europy, jest dużo większe, niż było. Nadal jest potencjał wzrostowy. Trzeba teraz dobrze wykorzystać środki zaalokowane na rozwój, żeby móc później skalować nasze ambicje – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria dr inż. Sławosz Uznański-Wiśniewski, polski astronauta, uczestnik misji IGNIS.

W listopadzie 2025 roku Polska zadeklarowała zwiększenie składki do ESA o 250 mln euro w latach 2026–2028 do 731 mln w euro. W tej kwocie blisko 550 mln euro ma zostać przeznaczone na programy opcjonalne. Jak wskazuje Narodowe Centrum Badań i Rozwoju w raporcie „Kosmiczne perspektywy”, w okresie 2012–2025, czyli od momentu przystąpienia Polski do agencji, krajowe podmioty uczestniczyły w blisko 700 projektach kosmicznych o łącznej wartości przekraczającej 320 mln euro.

Z raportu Agencji Rozwoju Przemysłu „Polski sektor kosmiczny 2025” wynika, że wartość polskiego sektora kosmicznego w wąskim ujęciu, a więc obejmującym podmioty bezpośrednio zaangażowane w  technologie kosmiczne, wynosi ok. 5,3 mld zł, a w szerszym ujęciu, czyli m.in. z firmami i instytucjami przetwarzającymi i wykorzystującymi dane satelitarne, szacowana jest na 12 mld zł.

Tego, czego na rynku najbardziej dzisiaj brakuje, to kompetencje techniczne i kadry. Żeby firmy mogły rosnąć, potrzebują ludzi z doświadczeniem i kompetencjami, którzy mogą budować technologie kosmiczne. Widzę tutaj ogromne znaczenie przyszłej siedziby Europejskiej Agencji Kosmicznej w Polsce dla budowy doświadczenia technologicznego poprzez lokalnych specjalistów dzięki współpracy nad dużymi paneuropejskimi programami – uważa polski astronauta projektowy ESA.

W listopadzie 2025 roku Polska podpisała z ESA list intencyjny dotyczący utworzenia Centrum Technologicznego ESA w naszym kraju. W połowie lipca spodziewana jest decyzja o wyborze miasta na jego lokalizację. Centrum ma się koncentrować na takich obszarach działalności jak obserwacja Ziemi, analiza danych satelitarnych oraz rozwój technologii kosmicznych wykorzystywanych w bezpieczeństwie cywilnym i zarządzaniu kryzysowym. Ma uczestniczyć w dużych programach paneuropejskich, co oznacza kontakt z najbardziej zaawansowanymi technologiami. Polscy inżynierowie i naukowcy będą mogli pracować przy projektach ESA w kraju, zamiast wyjeżdżać za granicę

Utworzenie Centrum Technologicznego Europejskiej Agencji Kosmicznej w Polsce, po raz pierwszy w kraju Europy Środkowo-Wschodniej, który nie jest jednym z państw założycielskich ESA, pokazuje znaczenie naszego rynku i potencjał wzrostowy – podkreśla dr inż. Sławosz Uznański-Wiśniewski. – Możemy wykorzystać tę szansę, żeby stać się liderem regionu, ale jednocześnie, żeby kształcić nasze kadry, a później rozwiązania technologiczne, które mogą być komercjalizowane przez sektor prywatny na rynku europejskim.

Raport NCBR wskazuje, że Polska dysponuje coraz większym potencjałem naukowym w obszarze technologii kosmicznych. Około 50 instytucji nauki i szkolnictwa wyższego zajmuje się tą tematyką w miarę regularnie, a 30 sporadycznie, w ramach pojedynczych projektów badawczych. Ponadto na studiach istotnych dla kształcenia potencjalnych kadr na potrzeby sektora kosmicznego kształci się ok. 27 tys. osób. Zdaniem polskiego astronauty obszar edukacji jest szczególnie istotny dla przyszłego rozwoju przemysłu.

– Z tym wiąże się kolejny obszar, czyli to, w jaki sposób zainteresować ludzi najzdolniejszych, z największym talentem i największą motywacją, pozostaniem na rynku technologicznym w Polsce i budowaniem tu technologii kosmicznych. Tutaj zdecydowanie pomocne są programy, które są siłą napędową rozwoju najbardziej innowacyjnych produktów. To programy przede wszystkim eksploracyjne, które pozwalają nam trochę marzyć i są ogromną inspiracją – tłumaczy polski astronauta projektowy.

W ramach programów eksploracyjnych wymienia kilka obszarów technologicznych, na których polskie firmy mogłyby się skupić.

To, co obserwujemy w programie bazy księżycowej ogłoszonej przez NASA w marcu, jak również w programie Artemis, to ogromna potrzeba budowy infrastruktury, żeby zapewnić stałą obecność człowieka na Księżycu – wyjaśnia dr inż. Sławosz Uznański-Wiśniewski. – To energia atomowa, cieplna i elektryczna na Księżycu, nowe rodzaje paneli słonecznych, możliwości autonomicznego poruszania się po nieznanym terenie księżycowym, poprzez łaziki księżycowe – autonomiczne lub załogowe. To także możliwość budowy systemów podtrzymania życia – wymienia.

Podkreśla, że równie ważne są rozwiązania, które pomogą bezpiecznie lądować na Księżycu i zabezpieczyć teren.

– Budowa konstelacji nawigacyjnych, obserwacyjnych i telekomunikacyjnych bezpośrednio na orbicie Księżyca jest potrzebna, żeby zapewnić część operacyjności z ekosystemem ziemskim – zaznacza polski astronauta projektowy.

Jednym z przykładów rosnących ambicji i możliwości polskiego sektora kosmicznego była misja IGNIS – pierwsza polska misja technologiczno-naukowa na Międzynarodową Stację Kosmiczną. W ramach projektu dr Sławosz Uznański-Wiśniewski przeprowadził 13 eksperymentów przygotowanych przez krajowe instytucje i firmy.

– Grupy badawcze będą kontynuowały swoje badania przez najbliższe miesiące i lata – mówi. – Ja również nadal jestem obiektem badań, w szczególności medycznych, które przeprowadzałem na orbicie. Nie mogę się doczekać publikacji.

Jednym z projektów był EEG Neurofeedback Akademii Wychowania Fizycznego i Sportu w Gdańsku, czyli technika treningu mózgu, która pomaga uczyć się regulowania swoich stanów psychicznych za pomocą informacji o aktywności mózgu otrzymywanych w czasie rzeczywistym. Jak wskazują pomysłodawcy, pierwsze wyniki wskazują, że można potwierdzić skuteczność interwencji neurofeedbackiem w 25-proc. redukcji stanu zapalnego komórki, 30-proc. obniżeniu odczuwania stresu, podwyższenia funkcji kognitywnych oraz reakcji neurofizjologicznej organizmu.

– Dzięki misji wiele grup badawczych nawiązuje szeroką międzynarodową współpracę. Jednym z przykładów jest eksperyment Space Volcanic Algae firmy Extremo Technologies z Wrocławia. Dwa eksperymenty, jako kontynuacja badań, zostały wyselekcjonowane na czeską misję kosmiczną, która będzie przeprowadzana najprawdopodobniej w 2027 roku – wskazuje dr inż. Sławosz Uznański-Wiśniewski.

Space Volcanic Algae to eksperyment biotechnologiczny, który bada potencjał wykorzystania czerwonych mikroalg pochodzących ze środowisk wulkanicznych w warunkach kosmicznych. Glony znane z przetrwania w ekstremalnych warunkach na Ziemi mogą stanowić bazę dla przyszłych systemów podtrzymania życia podczas długoterminowych misji w kosmosie. Zrozumienie, jak zachowują się w przestrzeni kosmicznej, pomoże ocenić, czy mogłyby produkować tlen, absorbować dwutlenek węgla i generować użyteczne substancje i tym samym wspierać załogi lotów na Księżyc czy Marsa.

– Niektóre systemy, które miałem zaszczyt zainstalować na stacji kosmicznej, na przykład dozymetria radiacyjna czy dozymetria szumu, nadal tam są. Mam nadzieję, że dozymetria radiacyjna będzie badała promieniowanie aż do końca życia stacji. System dozymetrii szumu firmy Svantek z Warszawy obserwowaliśmy w kwietniowym locie człowieka na Księżyc – podkreśla uczestnik misji IGNIS.

Skalowalny Monitor Promieniowania Sigma Labs to eksperyment, który mierzy parametry środowiska radiacyjnego na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej w europejskim module Columbus i bada, jak promieniowanie kosmiczne wpływa na poprawną pracę układów scalonych, kluczowych dla wszystkich urządzeń elektronicznych. Z kolei eksperyment Svantek Wireless Acoustics w ramach misji IGNIS miał na celu opracowanie bezprzewodowego systemu do ciągłego monitorowania hałasu na ISS, a także osobistej ekspozycji astronautów na hałas. Ma to znaczenie dla zapewnienia bezpiecznego i przyjaznego środowiska pracy w kosmosie – długotrwały hałas może negatywnie wpływać na komfort, koncentrację i wydajność pracy astronautów.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/s-uznaskiwisniewski,p1566143362

Brak ruchu wśród dzieci to nie tylko kwestia nawyków. Ważne są także warunki, w których dorastają [DEPESZA]

0

Ponad 80 proc. nastolatków na świecie nie osiąga zalecanego poziomu aktywności fizycznej. Eksperci zwracają uwagę, że to nie tylko kwestia braku odpowiednich nawyków, ale także warunków, w których żyją – dostępu do bezpiecznych miejsc zabawy, terenów rekreacyjnych czy zajęć sportowych. Europejski projekt B-Challenged ma pomóc tworzyć środowisko sprzyjające aktywności na świeżym powietrzu i zdrowemu stylowi życia, szczególnie w mniej uprzywilejowanych społecznościach.

– Tylko 7–30 proc. dzieci i młodzieży w wieku 5–17 lat na całym świecie wykazuje wystarczający poziom aktywności fizycznej, co w konsekwencji wiąże się z wyższym ryzykiem wystąpienia chorób niezakaźnych związanych ze stylem życia, takich jak otyłość, cukrzyca typu 2, a także problemów psychicznych – podkreśliła w rozmowie z agencją Newseria dr Teatske Altenburg, profesor nadzwyczajna w Amsterdam University Medical Center (Amsterdam UMC) i kierowniczka projektu B-Challenged.

Zgodnie z wytycznymi Światowej Organizacji Zdrowia dzieci i młodzież powinny podejmować średnio co najmniej 60 minut dziennie aktywności fizycznej o umiarkowanej lub wysokiej intensywności. Tylko niewielki odsetek dzieci i nastolatków w Polsce spełnia te zalecenia przez cały tydzień.

W Polsce tylko około połowy dzieci codziennie podejmuje aktywną zabawę na poziomie uznawanym za korzystny dla zdrowia. Dodatkowo jak pokazują badania Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie w ramach projektu „WF z AWF”, ponad 90 proc. dzieci nie jest wszechstronnie przygotowanych do prowadzenia aktywnego stylu życia, a jedynie 12–30 proc. potrafi poprawnie wykonywać podstawowe umiejętności ruchowe, takie jak bieganie, skakanie czy rzucanie piłką.

– Główną przyczyną braku aktywności fizycznej nie jest brak motywacji, ponieważ dzieci mają wewnętrzną motywację do aktywności – zwłaszcza uczniowie szkół podstawowych, którzy po prostu się bawią, najlepiej na świeżym powietrzu. Uważam jednak, że brakuje bezpiecznych, atrakcyjnych i dobrze utrzymanych przestrzeni, w których mogłyby się one bawić na świeżym powietrzu – stwierdziła badaczka z Amsterdam UMC. – Być może brakuje również odpowiednich, przystępnych cenowo zajęć pozalekcyjnych organizowanych dla dzieci – dodaje.

Coraz większą część wolnego czasu dzieci spędzają przed ekranami. Z raportu NASK wynika, że korzystają z internetu średnio niemal pięć godzin dziennie w dni powszednie, a w weekendy jeszcze więcej.

– Wiele dzieci doświadcza FOMO, czyli strachu przed tym, że coś je ominie, więc cały czas mówią o tym, co się dzieje online, i chcą być częścią rozmów na ten temat. Myślę więc, że są dwie strony medalu – jedna to za mało możliwości aktywności fizycznej i ograniczenia w dostępie do przestrzeni do tego przeznaczonych, a z drugiej atrakcyjność spędzania czasu w sieci – tłumaczy dr Teatske Altenburg.

Badania prowadzone w wielu krajach pokazują, że dzieci mieszkające w mniej uprzywilejowanych dzielnicach częściej zmagają się z nadwagą i otyłością, rzadziej uczestniczą w zorganizowanych zajęciach sportowych i mają ograniczony dostęp do bezpiecznych miejsc zabawy.

 Jeżeli w okolicy brakuje terenów rekreacyjnych, ścieżek rowerowych czy bezpiecznych przestrzeni do zabawy, dzieci mają mniej okazji do codziennego ruchu – ocenia dr Anna Dzielska, adiunkt, p.o. kierowniczka Zakładu Zdrowia Dzieci i Młodzieży w Instytucie Matki i Dziecka.

To właśnie na tych obszarach koncentruje się europejski projekt badawczy B-Challenged realizowany w Danii, Niemczech, Polsce, Hiszpanii i Holandii. Skupia się on na dzieciach w wieku 6–12 lat mieszkających w dzielnicach, gdzie występują bariery w dostępie do infrastruktury sprzyjającej aktywności fizycznej. W Polsce jest to warszawska Praga-Północ.

– Projekt B-Challenged ma na celu wspieranie korzystnych dla zdrowia zachowań dzieci poprzez tworzenie lepszego środowiska do zabawy na świeżym powietrzu i prawidłowych zachowań żywieniowych. To ważne, ponieważ na zdrowie dzieci wpływają nie tylko ich indywidualne wybory, ale również warunki, w których żyją, uczą się i spędzają wolny czas – podkreśla dr Anna Dzielska.

W projekcie biorą udział nie tylko naukowcy i przedstawiciele samorządów lokalnych, ale także rodzice, nauczyciele i same dzieci.

– To, co wyróżnia projekt, to podejście oparte na współtworzeniu rozwiązań. Zamiast narzucać gotowe działania, angażujemy społeczności lokalne w ich projektowanie. Dzięki temu zwiększamy szanse, że proponowane zmiany będą skuteczne, akceptowane i trwałe – podkreśla kierowniczka Zakładu Zdrowia Dzieci i Młodzieży w Instytucie Matki i Dziecka.

Badacze sprawdzają, jakie bariery utrudniają dzieciom zabawę na świeżym powietrzu i codzienny ruch. Następnie wspólnie z pozostałymi grupami uczestników programu przygotują rekomendacje zmian. Gotowe modele będą mogły być wdrażane także w innych miastach.

– Problemy związane ze zdrowiem dzieci i ich stylem życia są złożone i nie mogą być rozwiązane przez jedną instytucję czy jeden sektor. Naukowcy dostarczają wiedzy i dowodów naukowych, samorządy mają możliwość wprowadzania zmian w przestrzeni publicznej i lokalnej polityce, a mieszkańcy, w tym grupy, do których mają być kierowane te działania, najlepiej znają swoje potrzeby. Dopiero połączenie tych perspektyw pozwala tworzyć skuteczne rozwiązania – przekonuje dr Anna Dzielska.

– Zawsze należy konsultować z dziećmi elementy tworzone z myślą o nich. Projektowanie placu zabaw przyjaznego dla dzieci we współpracy z nimi powinno być wymogiem prawnym – dodaje dr Teatske Altenburg.

 


Projekt B-Challenged jest finansowany przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju w ramach partnerstwa międzynarodowego ERA4Health i wspierany przez krajowe agencje badawcze w Europie.

NCBR

 

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/brak-ruchu-wsrod-dzieci,p158265436

Firmy podejmują działania nie tylko związane z klimatem i ochroną środowiska. Coraz więcej inwestują w pracowników i społeczności

0

Działania na rzecz pracowników, różnorodności w firmach, edukacji klientów i ich zdrowia finansowego stanowią coraz większą grupę inicjatyw zgłaszanych przez firmy do raportu „Odpowiedzialny biznes w Polsce. Dobre praktyki”, przygotowywanego corocznie przez Forum Odpowiedzialnego Biznesu. Eksperci wskazują, że znaczenie społecznego wymiaru ESG będzie nadal rosło, m.in. za sprawą nowych obowiązków wynikających z dyrektywy CSDDD oraz większej odpowiedzialności biznesu za prawa człowieka w całym łańcuchu wartości. 

– Nasz raport to przegląd działań i inicjatyw, które realizują firmy mające ambicje, żeby być społecznie odpowiedzialnymi i wchodzić w nurt zrównoważonej transformacji. Widzimy podążanie za potrzebami, zmianę charakteru praktyk, które stają się coraz bardziej strategiczne i starają się odpowiadać na problemy współczesnego świata, jak chociażby kwestie klimatyczne czy gospodarka o obiegu zamkniętym. Ale również, co ważne, zwracają uwagę na wymiar wewnętrzny, czyli dobrostan osób zatrudnionych. Pracują nad tym, żeby każdy w organizacji czuł się włączony – mówi agencji Newseria Agata Rudnicka, dyrektorka ds. zarządzania wiedzą w Forum Odpowiedzialnego Biznesu (FOB).

Premiera tegorocznego raportu FOB „Odpowiedzialny biznes w Polsce 2025. Dobre praktyki” miała miejsce podczas Targów Idei ESG, które odbyły się 17 i 18 czerwca w Warszawie. W publikacji zebrano 932 przykłady dobrych praktyk zgłoszonych przez 263 przedsiębiorstwa. Ponad jedną trzecią z nich stanowiły te związane z obszarem społecznym (353 inicjatywy), najczęściej dotyczące pracy oraz zaangażowania społecznego i rozwoju społeczności lokalnej. Wśród celów zrównoważonego rozwoju ONZ dominuje w nich cel 3: Zapewnić wszystkim ludziom w każdym wieku zdrowe życie oraz promować dobrobyt. Wskazano go w 105 praktykach.

Autorzy raportu Forum Odpowiedzialnego Biznesu zaznaczają, że biznes w Polsce nadal jest w procesie zmiany. Z jednej strony można obserwować rosnącą dojrzałość do podejmowania odważnych decyzji służących dekarbonizacji czy budowaniu cyrkularnych modeli biznesowych. Z drugiej dostrzega się dużą potrzebę i chęć realizacji działań z zakresu szeroko pojętego zaangażowania społecznego. Rola wymiaru „S” w ramach ESG będzie nabierać coraz większego znaczenia z uwagi m.in. na dyrektywę CSDDD, która sprawi, że będzie to obszar podlegający obowiązkom prawnym i kontrolnym, a nie tylko dobrowolny element strategii.

Przepisy będą wymagać od dużych przedsiębiorstw, aby identyfikowały zagrożenia dla praw człowieka i pracowników, zapobiegały ewentualnym naruszeniom zarówno we własnej działalności, jak i w całym łańcuchu dostaw, podejmowały działania naprawcze, gdy do naruszeń dochodzi, monitorowały skuteczność swoich działań i publicznie je raportowały. Dyrektywa formalnie obowiązuje od lipca 2024 roku, a państwa członkowskie mają czas na jej wdrożenie do krajowego prawa do lipca 2028 roku. Nowe wymogi zaczną obowiązywać firmy rok później.

– Firmy mają dzisiaj bardzo dużą rolę do odegrania w rozwiązywaniu problemów społecznych. Niepokoje geopolityczne, społeczne na poziomie lokalnym czy światowym, związane np. z kurczącymi się zasobami, powodują, że firmy powinny uważniej podchodzić do tego, w jaki sposób prowadzą swoją działalność, ale też myśleć o tym, jak można wspierać inne grupy, zwłaszcza te, które najbardziej tego potrzebują – podkreśla przedstawicielka FOB. – Odpowiedzialny biznes to z jednej strony myślenie o procesach, ale z drugiej – myślenie o ludziach i środowisku, ponieważ bez tego ekosystem biznesowy nie byłby w stanie funkcjonować.

Jak wskazuje raport FOB, jedną z grup praktyk były te poświęcone osobom korzystającym z wyrobów i usług oferowanych przez przedsiębiorstwa. W tym zbiorze inicjatyw znalazły się projekty odnoszące się do edukacji oraz kształtowania odpowiedzialnych postaw i zachowań.

ESG kojarzy nam się zwykle z klimatem i ze środowiskiem, a czasem zapominamy o aspekcie związanym z odpowiedzialnością za ludzi. On jest szczególnie istotny w kontekście zmieniającej się demografii. Odpowiedzialność za edukację obywateli, za budowanie ich dobrostanu finansowego jest dziś niezwykle ważna. W kontekście instytucji finansowych mówimy przede wszystkim o budowaniu odporności finansowej Polaków i społeczeństwa, żeby dobrze ich przygotować i zabezpieczyć na przyszłość – podkreśla Joanna Olszewska z Erste Bank Polska.

Wśród społecznych inicjatyw banku przedstawionych w raporcie FOB znalazł się m.in. projekt „Nie wierz w bajki”. To długofalowa kampania edukacyjna promująca cyberświadomość wśród klientów i uczestników rynku finansowego. Jej celem jest edukacja o cyberbezpieczeństwie, ostrzeganie przed oszustwami AI i socjotechniką. W zestawieniu znalazły się także projekt „Ludzie, którzy inspirują. Postawy, które tworzą kulturę organizacyjną”, czyli konkursy wzmacniające pozytywne postawy pracowników, oraz program stypendialny Fundacji Erste, wspierający uzdolnioną młodzież w rozwijaniu talentów.

Bank prowadzi także inicjatywy związane ze zdrowiem finansowym Polaków.  

Zdrowie finansowe staje się dziś bardzo ważnym tematem w kontekście malejącej dzietności, dużej niepewności geopolitycznej, rosnących kosztów życia i wydłużającej się długości życia. Odpowiedzialność za zdrowie finansowe przestaje być prywatną sprawą każdego z nas, a staje się sprawą publiczną. Musimy zabezpieczyć obywateli na przyszłość przez zasugerowanie im narzędzi, dzięki którym zbudują swoje zabezpieczenie finansowe na długie lata życia na emeryturze – mówi Joanna Olszewska. – Największym wyzwaniem nie jest już wiedza, ale jej przekucie w faktyczne działania. Dziś tak postrzegamy naszą odpowiedzialność jako instytucji finansowych, żeby dać klientom narzędzia, tzw. impulsy behawioralne, które sprawią, że będą potrafili przełożyć tę wiedzę na realne działania.

Wiele z firm, których praktyki znalazły się w raporcie, stawia w centrum działań ESG inicjatywy na rzecz pracowników. Obejmuje to m.in. promowanie zdrowia pracowników, łączenie ich aktywności społecznej z wolontariatem czy promowanie różnorodności w firmach.

Biznes odgrywa kluczową rolę w tworzeniu stanowisk pracy i w ogóle kształtowaniu rynku pracy, dlatego jeśli będzie otwarty na osoby z różnymi cechami, w tym z niepełnosprawnościami, może wpłynąć na to, że grupa pozostająca dotąd bez pracy w końcu może uzyskać niezależność finansową dzięki umowie o pracę – mówi Daria Uljanicka, wiceprezeska Fundacji Grupy ERGO Hestia Integralia.  

Z raportu Fundacji „Milion niewykorzystanych talentów” wynika, że potencjał osób z niepełnosprawnościami dla rynku pracy liczy ponad 1 mln osób w wieku 20–60 lat w przypadku mężczyzn oraz 20–55 lat w przypadku kobiet. Wskaźnik aktywności zawodowej osób z niepełnosprawnościami wynosi 33,1 proc., czyli ponad dwukrotnie mniej niż w całym społeczeństwie (73,4 proc.). Tu eksperci widzą rolę pracodawców – większe otwarcie na rekrutację osób z niepełnosprawnościami oraz promocję równości i inkluzywności.

– Grupa osób z niepełnosprawnościami jest fałszywie oceniana przez pracodawców. Nie przykładają oni wagi do tego, czy te osoby są kompetentne, mają wiedzę i spełniają oczekiwania pracodawcy na danym stanowisku. Z góry zakładają, że ta osoba nie jest w stanie pracować, a niepełnosprawność to jest cecha, która jest jedną z wielu – mówi Daria Uljanicka. – Bardzo krzywdzące jest postrzeganie kandydata czy przyszłego pracownika przez pryzmat jego niepełnosprawności.

W ERGO Hestii maj jest miesiącem różnorodności. Badania przeprowadzone z tej okazji wśród pracowników z czterech pokoleń wskazały, że w różnorodności jest ogromna siła, a temat ten cieszy się dużą popularnością wśród pracowników. W ramach spółki działa też Rada ds. DEI (różnorodności, równości, inkluzywności), czyli 10-osobowa reprezentacja pracowników różnych działów, która realizuje szereg inicjatyw mających na celu angażowanie pracowników. Dzięki jej działalności w kodeksie dress code firmy znalazły się zapisy, które podkreślają dowolność w ubiorze bez względu na płeć, orientację seksualną czy przynależność płciową.

Inicjatywa DEI w każdej firmie, czy dużej, czy małej, ma dzisiaj ogromne znaczenie. Budowanie inkluzywnej kultury organizacyjnej ma znaczenie dla jakości pracy, ale też dla poczucia przynależności pracowników w danej firmie. Badania EY wskazują, że różnorodne grupy pracownicze wykazują o 30 proc. wyższy wskaźnik satysfakcji pośród pracowników, właśnie dlatego że pracownicy czują się bezpiecznie, ponieważ firma akceptuje różnice – podkreśla wiceprezeska Fundacji Grupy ERGO Hestia Integralia.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/firmy-podejmuja,p1204630660

Polska zbuduje trzeci terminal LNG. Możliwości importu gazu wzrosną do 50 mld m3

0

Cztery podmioty zakontraktowały długoterminowy dostęp do drugiego pływającego terminala FSRU w Zatoce Gdańskiej. To właśnie duże zainteresowanie potencjalnych użytkowników i ich wiążące oferty przesądziły o budowie kolejnej instalacji do regazyfikacji gazu w Polsce. Dzięki temu Polska zwiększy łączne możliwości importu gazu do blisko 50 mld m3 i umocni swoją pozycję hubu gazowego w Europie Środkowo-Wschodniej.

 O budowie drugiego terminala FSRU, który będzie trzecim terminalem do regazyfikacji gazu w Polsce, przesądziło duże zainteresowanie użytkowników. Wielomiesięczne konsultacje z rynkiem zakończyły się złożeniem wiążących ofert przez potencjalnych użytkowników i to właśnie ich decyzje doprowadziły do rozpoczęcia tej inwestycji – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Sławomir Hinc, prezes spółki GAZ-SYSTEM.

W procedurze Open Season dla FSRU 2 (Floating Storage and Regasification Unit) GAZ-SYSTEM przydzielił moce regazyfikacyjne czterem podmiotom. To pierwszy przypadek, w którym dostęp do infrastruktury LNG zarządzanej przez spółkę uzyskało więcej niż jedno przedsiębiorstwo. Łącznie uczestnicy rynku zakontraktowali 47 slotów rocznie w latach 2030–2039 oraz 35 slotów w latach 2040–2044. Slot oznacza możliwość dostawy (wyładunku), składowania oraz regazyfikacji i wprowadzenia gazu do systemu przesyłowego. Zainteresowanie rynku okazało się większe od pierwotnej oferty, dlatego operator zdecydował o zwiększeniu planowanej zdolności regazyfikacyjnej drugiego terminala FSRU z 4,5 mld do 6,1 mld m3 gazu rocznie.

– Podmioty są zainteresowane tym, aby uzyskać dostęp do gazu w konkurencyjnych cenach, bo każdy element konkurencji, który pojawia się na rynku, powoduje korzyści zarówno dla gospodarstw domowych, jak i przemysłu – wskazuje Sławomir Hinc.

Po zwiększeniu parametrów technicznych terminala do 58 slotów rocznie poziom zakontraktowania przepustowości wynosi ok. 74 proc. To oznacza, że część zdolności regazyfikacyjnych pozostanie dostępna dla kolejnych uczestników rynku. Według GAZ-SYSTEM ma to zwiększyć konkurencję i ułatwić wejście na rynek nowym podmiotom.

Kolejnym etapem będzie podjęcie ostatecznej decyzji inwestycyjnej. Po niej spółka rozpocznie kontraktację drugiej jednostki FSRU oraz budowę infrastruktury morskiej i lądowej. Nowy terminal powstanie w Zatoce Gdańskiej. Projekt obejmuje m.in. rozbudowę nabrzeża, gazociągów i stacji gazowej, które połączą terminal z krajowym systemem przesyłowym.

– Te inwestycje, zarówno w części morskiej, jak i lądowo-morskiej, zostaną zakończone w 2029 roku, co oznacza, że z początkiem 2030 roku rozpoczniemy regazyfikację w trzecim terminalu – zapowiada prezes GAZ-SYSTEM.

Po uruchomieniu FSRU 2 Polska będzie dysponowała trzema instalacjami do regazyfikacji LNG – terminalem w Świnoujściu oraz dwoma pływającymi terminalami FSRU w Zatoce Gdańskiej. Ich łączna przepustowość wyniesie ok. 20 mld m3 rocznie.

– To historyczny moment, w którym Polska staje się jednym z liderów europejskiego rynku infrastruktury do regazyfikacji gazu, a GAZ-SYSTEM jednym z pięciu największych operatorów regazyfikacji gazu ziemnego w Europie – wskazuje Sławomir Hinc.

W ostatnich latach Polska rozbudowała infrastrukturę umożliwiającą import gazu z kierunków innych niż Rosja. Poza terminalami LNG są to gazociąg Baltic Pipe, który połączył Polskę ze złożami na Norweskim Szelfie Kontynentalnym przez Danię, oraz interkonektory z Litwą, Słowacją, Czechami i Niemcami, zwiększające możliwości wymiany gazu z państwami regionu.

Łączne techniczne możliwości importu gazu – z wykorzystaniem terminali LNG, Baltic Pipe i połączeń transgranicznych – mają sięgać blisko 50 mld m3 rocznie, czyli znacznie więcej, niż wynosi obecne krajowe zużycie gazu.

– Te wolumeny mogą być przeznaczone nie tylko na rynek krajowy, ale także na tranzyt do państw regionu, dlatego Polska staje się regionalnym hubem gazowym – ocenia prezes GAZ-SYSTEM. – Umożliwia nam to otwarcie na współpracę i dostawy gazu do krajów ościennych, przede wszystkim na Ukrainę, Słowację, ale i Węgry.

Rozbudowa infrastruktury LNG ma przede wszystkim zwiększyć bezpieczeństwo energetyczne Polski oraz uniezależnić dostawy gazu od jednego kierunku importu.

– Trzeci terminal do regazyfikacji gazu zwiększa stopień dywersyfikacji dostaw gazu do Polski i otwiera nas na dostawy z globalnego rynku LNG. To nie tylko kwestia bezpieczeństwa. W wyniku oddania do eksploatacji takiej inwestycji stajemy się miejscem, gdzie zwiększy się podaż gazu w konkurencyjnych cenach. Inwestycja w infrastrukturę sprzyja rozwojowi rynku, a to z kolei sprzyja obniżeniu cen gazu w Polsce – podkreśla Sławomir Hinc.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/polska-zbuduje-trzeci,p1952968096

Możliwości obronne Europy nadal niewystarczające. USA oczekują od sojuszników większej odpowiedzialności za bezpieczeństwo

0

Stany Zjednoczone dokonują przeglądu swojej obecności wojskowej w Europie. Z jednej strony pojawiły się zapowiedzi ograniczenia liczebności sił wojskowych w Niemczech,  z drugiej – wysłania do Polski dodatkowych 5 tys. żołnierzy. Jak podkreśla prof. Andrew Michta, amerykański politolog, USA oczekują od europejskich sojuszników wzięcia większej odpowiedzialności za swoją obronę i inwestycji w zbrojenia. Na razie zdolności Europy odstraszania wrogów nie są wystarczające.

– Stany Zjednoczone najprawdopodobniej nie będą zmieniać swoich relacji z krajami Europy. Będzie redukcja żołnierzy. Jedna brygada już została ogłoszona i wyjdzie z Niemiec. Pozostaje kwestia tego, gdzie zostanie przesłana. Ale uważam, że jeśli chodzi o dwustronne relacje, tu nadal w żywotnym interesie zarówno Stanów Zjednoczonych, jak i Europy leży, żeby kontrolować dostęp przez Atlantyk. To będzie kontynuowane – mówi agencji Newseria prof. Andrew Michta, politolog, profesor studiów strategicznych w Hamilton School na Uniwersytecie Stanu Floryda.

1 maja br. Pentagon oświadczył, że Stany Zjednoczone wycofają 5 tys. żołnierzy z baz wojskowych w Niemczech. Proces ten ma zająć od sześciu do 12 miesięcy. Rzecznik Pentagonu Sean Parnell 20 maja br. wydał oficjalne oświadczenie o zredukowaniu całkowitej liczby Brygadowych Zespołów Bojowych USA w Europie z czterech do trzech. Oznacza to powrót do stanu z 2021 roku. Według amerykańskiej administracji to efekt przeglądu obecności wojskowej Stanów Zjednoczonych na kontynencie europejskim i nowych priorytetów w polityce zagranicznej. Poinformowano wówczas o tymczasowym opóźnieniu w rozmieszczeniu sił zbrojnych USA w Polsce, którą nazwano „modelowym sojusznikiem”. Następnego dnia prezydent Donald Trump zapowiedział w mediach społecznościowych wysłanie do naszego kraju dodatkowych 5 tys. żołnierzy. Agencja AP, powołując się na urzędników z amerykańskiego resortu wojny, poinformowała, że wciąż nie wiadomo, czy oznacza to przesunięcia z jednostek stacjonujących w Europie, czy dodatkową liczbę żołnierzy z USA. Ze strony polskiej padła z kolei propozycja utworzenia nowej, stałej bazy wojsk amerykańskich w Polsce.

Rzecznik Pentagonu w swoim oświadczeniu podkreślił, że departament określi ostateczne przeznaczenie amerykańskich sił w Europie na podstawie dalszej analizy strategicznych i operacyjnych wymagań USA, a także zdolności swoich sojuszników do wkładu sił w obronę kontynentu.

Stany Zjednoczone oczekują od Europy, że się na nowo uzbroi i przejmie odpowiedzialność za konwencjonalne odstraszanie i obronę. Stany Zjednoczone dadzą oczywiście parasol nuklearny i to, co nazywamy high-end enablers, czyli wysokie technologie. Natomiast nie mogą nadal być wyłącznym trzonem sojuszu. To musi przejść w konwencjonalnej sferze na Europejczyków – uważa prof. Andrew Michta. – Europa chce, żeby Stany Zjednoczone nadal tutaj były, dlatego że przez następne 10 lat obrona i odstraszanie w Europie nie będzie funkcjonować bez sojusznika.

Jak wynika z danych Komisji Europejskiej, wydatki państw członkowskich na obronność w latach 2020–2025 wzrosły o 62,8 proc. – z 234 mld euro do 381 mld euro. Również sama UE od kilku lat podejmuje działania na rzecz zwiększenia zdolności obronnych wspólnoty europejskiej. Jednym z przykładów jest mechanizm pożyczkowy SAFE, w ramach którego 150 mld euro trafi na zakupy w przemyśle obronnym. Segment obronności ma się znaleźć wśród priorytetów nowego wieloletniego budżetu UE na lata 2028–2034.

– Europa samodzielnie ma bardzo ograniczone możliwości działania, głównie dlatego że nastąpiła redukcja zbrojeń i de facto upadek przemysłu zbrojeniowego. Zamówienia są niedostateczne i było tak przez lata. Doprowadziło to do atrofii w europejskich armiach. To trzeba odbudować, ale zajmie to sporo czasu. Amerykanie są konieczni do tego, żeby odstraszać Rosję, wspólnie z Europejczykami – zaznacza politolog.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/mozliwosci-obronne,p38388827